czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 2.Nie pieprz głupot, proszę...

Nie mam ochoty z nim rozmawiać. Denerwuje mnie jego beztroskie zachowanie. Ten jego uśmieszek i postawa. Wkurza mnie fakt, że nie mogę się ruszyć. Najchętniej najpierw bym mu odpłaciła za nadobne i sobie poszła, nie ważne gdzie, nie ważne dokąd... byle jak najdalej od wszystkich. Ach.. te marzenia, które i tak się nigdy nie spełnią, tak jak inne plany czy nadzieję. Cóż taki już ten świat, można z tym walczyć, albo oddać się zasadom panującym światem. Sama nie wiem, które z tych dwóch opcji wybrałam. Może trzecią, najbardziej oczywistą- Skończyć z tym wszystkim i się poddać ?
-Nie rób takiej miny-zaśmiał się szatyn. Miałam ochotę go jeszcze bardziej zatłuc, jednak nie miałam takiej możliwości.
-Odwal się, ode mnie-warknęłam. Może jak będę "nieuprzejma", w sumie taka jak zawsze, to się odpieprzy?
-Oj Kat, przestań już-westchnął doprowadzając mnie do białej gorączki. Zamknęłam oczy, wzięłam dwa głębokie wdechy i policzyłam w myślach do dziesięciu, jednak to nic nie dało. Zabiję, po prostu zabiję jak w tej chwili nie zamilknie i nieprzestanie się uśmiechać, jak kretyn.
-Nie nazywaj mnie tak!-wybuchłam, po chwili. Jedną ręką kurczowo zacisnęłam w pięść. Trochę szczypało, ponieważ była to ta dłoń, w której ściskałam wcześniej szkoło. Jednak teraz byłam w stanie wykonać tylko taki ruch.
-Czyli, nadal mnie nie pamiętasz ? No wiesz, może oprócz szkoły...?-spytał ze smutkiem, a przynajmniej tak mogło by się dawać. Spojrzałam na niego jak na idiotę. Jak mogłabym go znać ?! Jakbym go znała, to pewnie bym go zapamiętało. Lekko się w tej chwili wzdrygnęłam na myśl, że to pewnie jakiś wariat.
Z jednej strony ogarniał mnie strach przed tym co może mi zrobić, a z drugiej strony miałam naprawdę ochotę boleśnie go potraktować, za wpakowanie mnie w to gówno.
-Oczywiście, że nie-mruknęłam, starając się zachować, tak zwany-Udawany spokój. Nawet w miarę mi to wychodziło.
-W sumie, to mieliśmy wtedy z jakieś pięć lat. Jest to bardzo możliwe, że mnie nie pamiętasz-westchnął gładząc jedną dłonią po moim policzku. Nawet nie wiem czemu, ale momentalnie musiałam się zrobić czerwona na twarzy. Oddech mi przyśpieszył, powietrze robiło się coraz cięższe i coraz goręcej było.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i odtrąciłam z trudem jego rękę od siebie. Nie będzie mnie dotykał, jednak nie mogłam odwrócić od niego spojrzenia. Coś mnie przyciągało w jego oczach. Sama nie wiem, co ?
~Idiota~znowu przemknęło mi przez głowę, ale z drugiej strony w sumie to mi pomógł. Wolę nie wiedzieć, co by mi "rodzice" zrobili za mój stan.
To przez nich się tak czułam, to po części przez nich stoczyłam się na dno. Dbają o mnie tylko z jednego powodu, a mianowicie chodzi o utrzymanie rodziny w przyszłości. Z zamyśleń wyrwał mnie głos chłopaka.
-Od naszego ostatniego spotkania, sytuacja się i Ciebie pogorszyła ?-westchnął z ciekawością.
-Po pierwsze- Widzieliśmy się ostatnio w szkole, po drugie-Wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła ?-zadałam pytanie retoryczne. Wiadomo jaka jest odpowiedź. Może na chwilę się zamknie ?
Chociaż w sumie, chciałabym się wszystkiego dowiedzieć, np. Czego on ode mnie chce ? O co mu do jasnej cholery chodzi, z tym dzieciństwem ?!
Nie mam ochoty do tego wracać. Nienawidzę tamtego okresu w moim, jakże krótkim życiu.
Jak na razie siedzieliśmy w ciszy. Mateusz wyglądał jakby się nad czymś wyraźnie zastanawiał. Przez jakiś moment między nami trwała ta głucha cisza, jednak on musiał zabrać głos.
-Kiedyś spotkaliśmy się przy tym właśnie domu. Pamiętam, że miałaś wtedy pięć lat i uciekłaś z domu-odparł w końcu.
Niby pamiętałam tamten okres, a jednocześnie nie chciałam pamiętać. Nie kojarzyłam, abym wtedy kogoś spotkała. Często uciekałam z domu, już nawet jako dziecko. To by mogło znaczyć, że mnie obserwował, czy jak ?!
-Zobaczyłem Cię jak bujałaś się na huśtawce, przy tym domu. Rozmawialiśmy wtedy trochę-odparł, tłumacząc się i tym samym znowu to mojej głowy, napłynęła fala myśli. Podparłam się na rękach do pozycji siedzącej. W głowie ciągle mi się kręciło, jednak zignorowałam ten fakt.
-Jednak to nadal nie tłumaczy co ja tutaj robię ?-warknęłam.
-Pewne osoby mnie o to poprosiły, a zresztą sam bym to z chęcią zrobił-odpowiedział uśmiechając się, znowu... Ech jak ludzie potrafią być wkurzający czasem.
-Że kurwa jak ?! Jakie osoby?-no cóż, wymsknęło mi się. Bywa, ma problem, jeśli mu to przeszkadza.
-Jak już sama wspomniałaś- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła-mruknął, uśmiechając się teraz wrednie.
No zabiję, zaraz! Naprawdę gdy wstanę z tego cholernego materaca, obiję mu tą jego buźkę tak, że sam się nie pozna!
-No już, nie naburmuszaj się!-krzyknął z entuzjazmem. Jednak jest totalnym kretynem. Nie dość, że głowa mnie boli, to ten się jeszcze drze.-Odpowiem Ci na wszystkie twoje pytania, później. Najpierw odpocznij-tą ostatnią część zdania szepnął. Chciałam coś jeszcze odpowiedzieć, jednak zostałam sama w pomieszczeniu.
-Ech... Co za debil-westchnęła, ciężko opadając na legowisko. Nie było to zbyt przyjemne miejsce do spania. Tak szczerze ? To teraz nie zwracałam na to uwagi. Momentalnie zasnęłam...



****
Przepraszam za błędy, jednak nie mam siły ich zmieniać. Sorry -.- 
W czasie tego rozdziału słuchałam pewnego utworu...





wtorek, 1 kwietnia 2014

1. Czy mogę go nazwać przyjacielem ?

Krótko, bo jak na razie krótko, za co przepraszam i za błędy tak samo~!
****


Odzyskiwałam powoli przytomność i starałam się uchylić powieki by coś ujrzeć, ale to też na nic. Po sekundzie udało mi się otworzyć lekko oczy, by po chwili je zamknąć. I tak nic ciekawego nie zauważyłam, z wyjątkiem ciemności, która jak na nazłość też musiała być "rozmazana". Chociaż nie wiem czy to adekwatne słowo, ale mniejsza z tym.
Głowa strasznie mnie bolała, jednak udało mi się lekko podnieść i dodatkowo ogarnąć wzrokiem pomieszczenie, w którym obecnie przebywałam.
Była to jakaś rudera. Stare, zniszczone i zakurzone pomieszczenie o popękanym tynku i zniszczonej podłodze. Ja zaś leżałam, na jakimś dziurawym materacu. Nawet nie wiem jak się tu znalazłam i kto mnie tu przytargał ?
Spojrzałam z trudem w bok i dostrzegłam zarys jakiejś sylwetki. Niestety ręce, na których się podpierałam musiały mi oczywiście odmówić posłuszeństwa.
Jak na nazłość, nosz cholera!
Opadłam na materac leżący na podłodze, więc takowa zaskrzypiała. Znowu zamknęłam oczy, słysząc czyjeś kroki w moją stronę.
Takowa osoba skradała się cicho, trochę jak kot. Kiedy kroki ustały, poczułam na swoim policzku czyjąś chłodną dłoń. Po moim ciele, przeszedł zimny i nieprzyjemny dreszcz. Nawet się nie bałam, tylko zdenerwowałam. Tak czy siak, nie zależało mi na własnym życiu, ale ta sytuacja z lekka mnie przerażała.
-Och Kathrine, jak zwykle z Tobą same problemy-westchnął nieznajomy. Po głosie dało się wywnioskować, że jest to mężczyzna, a może raczej chłopak z zbliżonym wieku do mojego.  Skądś kojarzyłam ten głos, ale nie pamiętam skąd.
Kiedy ręka tej osoby, cały czas gładziła mój policzek, lekko się zdenerwowałam. Instynktownie odtrąciłam rękę tej osoby, przez co usłyszałam tylko stłumiony śmiech.
Tym razem otworzyłam oczy i zobaczywszy nieznajomego, obdarzyłam go gniewnym spojrzeniem.
A jednak !  Znam tego chłopaka, jest w moim wieku i chyba chodzi ze mną do szkoły, tylko.... co ja z nim tutaj robię ?!
Chciałam coś powiedzieć, ale głos uwiązł mi w gardle. Nie byłam w stanie wypowiedzieć ani słowa. Musiałam wyglądać komicznie, z otwartymi ustami, bo chłopak się zaśmiał.
Na jego ustach widniał serdeczny i miły uśmiech. On z tego co pamiętam miał na imię Mateusz, chyba ? Sama nie wiem... nie zapamiętałam go o dziwo. W sumie ja niezbyt integrowałam się z ludźmi  w szkole. Nie chciałam nawet tego robić, nie znosiłam ich w pewnym stopniu, a z drugiej strony ubóstwiałam.
Jednak to w tej chwili nie ważne. Jak już wspomniałam, ważniejszą rzeczą jest odpowiedź na pytanie- Co ja do jasnej cholery tutaj robię ?!
Najchętniej bym go teraz zmusiła do gadania, ale każdy nawet najmniejszy ruch, sprawiał mi ból. Spojrzałam jeszcze raz na niego ze złością, a ten jak gdyby nigdy nic- Sobie koło mnie siedzi i teraz bawi się moimi włosami. Obiecuję, jeszcze chwila a utłukę gościa.
-No już nie złość się Kathrine. Złość piękności szkodzi-mruknął szatyn. Tak miał czarno-brązowe oczy i długie brązowe włosy. Naprawdę, tylko jak wstanę to mu przywalę zanim odejdę. Obiecuje mu to.
Warknęłam coś pod nosem, bo tylko tyle udało mi się powiedzieć. Obraz był już mniej rozmazany niż na początku, jednak wolałam nie ryzykować ze wstaniem, jak na razie.
~Idiota~pomyślałam na wstępie. Lepiej, żeby nikt nie znał dalszej treści moich myśli, bo by się załamał z pewnością.
-Jak już będziesz lepiej się czuć, to porozmawiamy-oznajmił Ton jego głosu był bardzo poważny. Trudno było wywnioskować o co mu chodzi. Nawet go nie znam, za dobrze...
Wiem tylko, że chodzi ze mną do jednej klasy w liceum, to wszystko. Obiecuje, że jak wstanę to wszystkiego się od niego dowiem i solidnie mu przywalę, za moje obecne położenie.
-Nie będę z tobą rozmawiać-chrząknęłam, zwracając tym samym na siebie uwagę.


niedziela, 30 marca 2014

Prolog. Odbicie w lustrze smutku

Codziennie rano wstaję i przeglądam się z obrzydzeniem w lustrze. Na moich rękach widnieją ślady po nacięciach, różnych rodzajach ran i siniaki.
Wstaję rano z niechęcią do świata, marząc by to wszystko się skończyło, by przepadło raz na zawsze, jednak nie chcę umierać sama, boję się śmierci w samotności.
Niby mam kochającą mnie rodzinę, która ma mnie gdzieś i chce tylko bym ich w przyszłości utrzymywała. Zostałam zabawką, na której każdy może się wyżyć, więc śmiało -zapraszam.
Patrzę na promienie słoneczne, ze strachem i smutkiem.
Byłam głupia myśląc, że dla kogoś coś znaczę. Byłam głupia mając nadzieję, na to, że coś się zmieni na lepsze. Każdy z nas wie, że to przecież niemożliwe. Są tylko dwie grupy ludzi- Ci wygrani i Ci przegrani. Nie ma grupy po środkowej , albo jak kto woli-neutralnej.
Ja jestem w tej grupie przegranych, to przecież oczywiste. Jedyne co potrafię, to staczać się na dno i siedzieć w tym gównie.
Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie i zamarłam. Po policzkach spłynęło kilka łez. Tak, nienawidziłam siebie, wmawiając sobie, że to inni są źli. Jak to przecież tylko i wyłącznie moja wina.
Kiedyś nawet byłam katoliczką, ale to minęło-Bóg istnieje, ale tylko obserwuje.
Ja nie chcę kolejnego obserwatora, bo wtedy nie zasługuje na miano Boga, lecz zwykłego człowieka.
Ludzie też potrafią się tylko bezczynnie innym przyglądać.
Nie mogę już wytrzymać tego ciągłego bólu. Znikam z tego świata, daleko stąd...
Dlaczego ? Jak ?
Takie pytania same się narzucają. Jak ? Zwyczajnie- uciekam stąd, od was wszystkich, najdalej jak się tylko da. Tonę w oceanie, żalu i cierpień. Przeglądam się w lustrze smutku. Patrzę na siebie z nienawiścią. Błagam by zniknąć, stąd na zawsze...
Nie mogąc dalej znieść tego odbicia, uderzam ręką w zwierciadło, rozbijając szkło na kawałki.
Czy boli ?
A nawet jeśli, to co ? Nie, nie boli mnie to. Nie czuję już bólu fizycznego, został tylko ten psychiczny...
Otulam się ciemnością, która mnie pochłania. Nie tamuję, krwawienia. Pozwalam łzom płynąć swobodnie po policzkach. Uśmiecham się sama do siebie z goryczą i żalem, ale przede wszystkim nienawiścią.
Tak uśmiech wcale nie musi być szczęśliwy.
Coraz więcej łez spływa po moich policzkach, a niektóre odłamki szkła, które trzymałam, coraz mocniej wbijały się w dłoń, pod wpływem zaciśnięcia jej.
Nie sprawiało mi to bólu, a przynajmniej w tej chwili tak myślałam.
Dalej stała na środku ciemnego pokoju, patrząc się obecnie w szarą i poniszczoną ścianę.
Nikogo jak zwykle przy mnie nie było. A zresztą i tak każdy kazał mi zdychać.
Na początku myślałam, że to nie będzie bolało, jednak teraz już wiem jak strasznie się myliłam.
Zamknęłam powieki. Nie było sensu mieć otwartych oczu, skoro i tak widziałam tylko pustą ciemność.
Poczułam, że z każdą sekundą słabnę. Puściłam odłamki szkła trzymane w ręce. Chciałam już mieć to za sobą, ale COŚ mi na to nie pozwoliło.
Dalej już nic nie pamiętam, z wyjątkiem mocnego szarpnięcia i upadku, ze skutkiem uderzenia głową o podłogę.



****

Nie sprawdziłam tego w ogóle i nie zamierzam. Sama nie wiem o czym jest ten blog, ale będe tu pisała. Jest to o życiu, pewnej dziewczyny, a jakiej ... to się już niedługo dowiecie. Chociaż i tak wątpię by ktoś to czytał.